Są drogi, które zna się ze zdjęć tak dobrze, że w końcu trzeba zobaczyć je naprawdę. Transfogaraska była na mojej liście od dawna.
Dzień 1 – dojazd
Start o świcie, kufry spakowane pod korek. Przez Śląsk na Słowację, gdzie na horyzoncie pojawiły się Tatry, potem długie węgierskie proste i nocleg w Oradei, już po rumuńskiej stronie granicy.
Dzień 2 – Transfogaraska
Ten dzień był powodem całej wyprawy. Droga wspina się przez las, potem wychodzi ponad granicę drzew i zaczyna się to, co znane z pocztówek: serpentyny wijące się po zboczu, chmury przelatujące nad przełęczą i widoki, przy których co kilometr chce się stawać.
Po drugiej stronie gór czekało jezioro Vidraru z potężną zaporą. Do Timișoary dotarłem późnym wieczorem – a właściwie już w nocy.
Dzień 3 – w stronę domu
Powrót. Zmęczenie było, ale uśmiech pod kaskiem został na długo.